Marta Carnicero Hernanz, Biuro Literackie
Książka trafiła do nas w ramach współpracy recenzenckiej z Biurem Literackim i już po kilku stronach stało się jasne, że to nie będzie prosta lektura. To powieść, która nie szuka uznania — domaga się konfrontacji. I robi to z niebywałą dyscypliną językową.
Proza, która nie szuka zgody
Czytając „Matrioszki”, ma się poczucie, że autorka nie pisze, by wzruszać — pisze, by przewracać kamienie. Ta powieść stąpa po emocjonalnie grząskim gruncie, nie udając neutralności. Nie jest to opowieść o szczodrości ani poświęceniu. Jest to historia o pustce, wyobcowaniu i próbie zamrożenia siebie, by przetrwać.
„Czułam się jak miejsce. Jak schowek. Jak przejściowy stan.”
To jedno zdanie wystarcza, by zrozumieć: nie będziemy czytać o uczuciach, które łatwo nazwać. To literatura, która nie daje żadnych ułatwień. Ani bohaterce, ani czytelnikom.
Z psychologicznego punktu widzenia: o czym naprawdę jest ta książka?
Z perspektywy psychologii, powieść „Matrioszki” można odczytywać jako studium obronnych mechanizmów psychicznych i granic empatii. To nie jest narracja o decyzji — to narracja o przetrwaniu.
Co dostajemy w tej historii?

To także tekst o ciszy, która staje się przemocą wobec siebie.

Tematy, które warto zgłębić — także na studiach psychologicznych:
Ta książka to gotowy materiał do seminariów, superwizji i dyskusji klinicznych, szczególnie w obszarach:
- psychologii tożsamości i granic ja;
- psychoterapii traumy i dysocjacji;
- cielesności i wstydu związanego z „odczuwaniem za mało”;
- analizy społecznych ról płciowych i ich wpływu na konstrukcję „ja”.
Zapamiętaj te pytania — one zostaną z Tobą na dłużej
Zaproś siebie do autorefleksji — nie jako czytelniczka czy czytelnik, ale jako człowiek:
- Dlaczego nie potrafię polubić tej bohaterki? I co to mówi o mnie?
- Jakie wyobrażenia o kobiecości, ciele i macierzyństwie noszę w sobie — i jak wpływają one na moją ocenę tej historii?
- Czy potrafię zaakceptować cudzy wybór, nawet jeśli go nie rozumiem?
- Co robi ze mną milczenie drugiej osoby? Czy jestem w stanie je uszanować — czy muszę je natychmiast wypełnić narracją?
Dla kogo jest ta książka?
To zdecydowanie lektura nie dla każdego — i właśnie dlatego warto po nią sięgnąć.
„Matrioszki” mogą poruszyć, zniechęcić, zmęczyć… ale trudno je zignorować.
Polecamy szczególnie:
- osobom studiującym psychologię, zainteresowanym głębszym rozumieniem złożonych tożsamości;
- terapeutom i terapeutkom, którzy chcą poszerzać swoją zdolność do bycia z trudnymi historiami;
- osobom pracującym z kobietami — w kontekście cielesności, decyzji reprodukcyjnych, granic i wyborów;
- każdemu, kto od literatury oczekuje nie rozrywki, ale wewnętrznego poruszenia.
Estetyczna przyjemność
Nie sposób nie wspomnieć o wizualnej stronie tej książki.
Wydana przez Biuro Literackie z zachwycającą, subtelnie niepokojącą okładką autorstwa Uli Pągowskiej, „Matrioszki” są dowodem na to, że forma może dopełniać treść.
Ta minimalistyczna, symboliczna grafika doskonale oddaje atmosferę książki — emocjonalne wycofanie, niejednoznaczność, napięcie pod powierzchnią.
Na zakończenie
„Matrioszki” nie przynoszą łatwych odpowiedzi. Ale zadają pytania, które zostają z nami długo po zamknięciu ostatniej strony. To powieść, która boli. Ale może właśnie dlatego warto się jej nie bać.
Dziękujemy Biuru Literackiemu za przekazanie książki w ramach współpracy recenzenckiej.
To jedna z tych lektur, które mogą zmienić sposób, w jaki rozmawiamy o psychologii, kobiecości i empatii.